Jak przygotować się do maratonu siedząc za biurkiem. Spytaliśmy samych biegaczy

article-thumbnail

Bieganie – szczególnie po tym, gdy odejdziemy od biurka – nie jest przyjemne. Każdy, kto twierdzi inaczej jest niepoprawnym optymistą lub ma kiepską pamięć. Trzeba czasu, by to co początkowo sprawia ból, zaczęło sprawiać radość.

Czas, to w bieganiu słowo klucz. Podobnie jak wytrwałość i spokój. – Nie rzucajmy się od razu na głęboką wodę. Powoli i systematycznie osiągajmy kolejne cele: 2 km, 5 km, pół godziny biegania, 45 minut… Kiedy zaczynałem sześć lat temu popełniłem wszystkie możliwe błędy. Biegałem za często i za długo. Szybko nabawiłem się mało przyjemnej kontuzji – zdradza Damian Orzechowski ze Świętokrzyskiego Stowarzyszenia Biegaczy SIEBIEGA, wielokrotny uczestnik maratonów. Ostatni ORLEN Warsaw Marathon, który odbywał się 22 kwietnia, był jego dziesiątym.

Kolega Damiana ze stowarzyszenia – Paweł Jańczyk – dopiero po dwóch miesiącach był w stanie biec nieprzerwanie przez 30 minut, a po dwóch latach – zameldował się na mecie swojego pierwszego maratonu w Wiedniu.
– Jeśli jestem w stanie biec przez 30 minut, to mogę też i przez 60, jeśli 60 nie jest problemem, to i 120 nim nie będzie. Tak to działa – tłumaczy.

Pierwsze 30 minut

Metoda małych kroków sprawdza się u wszystkich.
Nie ma sensu się oszukiwać – nie jesteśmy sportowcami i na początku nie będziemy biegali tak, jak robią to na igrzyskach. Będziemy maszerowali, tylko od czasu do czasu podbiegając. Nie będzie to też zawrotne tempo, raczej konwersacyjne, które pozwoli nam rozmawiać, zazwyczaj ze sobą: ”po co ja to robię”, ”o Jezu, już nie mogę”.
-– Jak zacznie nas przytykać, to znaczy, że jest za szybko, trzeba zwolnić – mówi Paweł Jańczyk.

Kolejne słowa klucze, to upór i sumienność. Biegając 3-4 razy w tygodniu po 30-40 minut, w dość krótkim czasie będziemy w stanie biec bez przerwy przez 30 minut.
– Oczywiście wolno – mogą nas wyprzedzać emeryci z psem – ale osiągniemy cel. Jeśli nie odpuścimy, zaczniemy zauważać delikatne zmiany w naszym ciele, poznamy mięśnie, o których nie mieliśmy pojęcia i co najważniejsze – będziemy robić coś, co sprawia nam przyjemność – zachęca Jańczyk.

Źródło: orlen

400 km miesięcznie

Na tym etapie warto poszukać grup biegowych, bo nic tak nie motywuje, jak wspólna aktywność. Można też zacząć się rozglądać za startami w biegach masowych. Pierwszy medal to najlepsza nagroda. A po roku, dwóch można zacząć myśleć o królewskim dystansie 42 km.
– Pierwszy maraton w Wiedniu, drugi w Paryżu (w kolejnym roku) biegłem ponad 4 godziny, a więc wolno. W Warszawie chciałem zejść o kilkadziesiąt minut. Udało się – mówi Jańczyk. Ale to wymagało przygotowań. Biegania 3-4 razy w tygodniu, do tego dochodził basen i siłownia, a także dieta.
Damian Orzechowski chce zbliżyć się w tym roku do 3 godzin. Przygotowuje się do tego od 18 tygodni. Biega 5-6 razy w tygodniu, ok. 400 km miesięcznie, zdrowo się odżywia.
Jańczyk: – Nie można odpuścić nawet na chwilę. Wystarczą 2-3 tygodnie przerwy i zaczynamy praktycznie od zera – ostrzega.

Maraton to ogromny wysiłek, także psychiczny. Nieustanny bieg przez 4 godziny, a nawet dłużej wymaga nie tylko kondycji, ale też silnych nerwów, które w kryzysowym momencie nie pozwolą ciału odpuścić. Po maratonie będziemy wykończeni, a nasze stopy zmasakrowane, ale jakie ma to znaczenie, gdy przekroczenie mety wyzwala tak silne emocje?

Bieg i coś więcej

Regularne bieganie pochłania czas, ale nie na tyle, by można było się tłumaczyć jego brakiem. Każdy jest w stanie wygospodarować godzinę czy półtorej w tygodniu oraz trzy w niedziele, bo wtedy zwykle biegacze mogą sobie pozwolić na więcej. – Warto to uzgodnić z rodziną. Ich wsparcie i zrozumienie jest bardzo ważne – przekonuje Damian Orzechowski.
Bieganie pozwala też nawiązać nowe relacje, a także robić coś ważnego. Damian zaczął biegać dla syna – Bartka. Chłopczyk urodził się bez stopy. Do normalnego funkcjonowania potrzebuje protez i rehabilitacji. Tak zrodził się pomysł na charytatywny bieg ”Piątka dla Bartka”, który od sześciu lat odbywa się w Kielcach pod hasłem ”Biegnę, żeby Bartek mógł biegać”. Na starcie stają biegacze z całej Polski. W sumie ok. 1000 osób.

Źródło: orlen

Święto biegaczy – ORLEN Warsaw Marathon

Jednym z najważniejszych biegów, który w swoim kalendarzu, ma każdy, kto zaczął przygodę z tą dyscypliną, jest organizowany od 2013 roku ORLEN Warsaw Marathon. Najważniejsza impreza biegowa w kraju przyciąga zawodników i pasjonatów z kilkudziesięciu krajów. Rekordowy był 2016 rok, kiedy to na królewskim dystansie zameldowali się biegacze z 69 państw, a na biegu OSHEE 10 km – 58.

W tym roku na starcie stanęło ponad 17 tysięcy biegaczy. W szóstej edycji ORLEN Warsaw Marathon najlepszy okazał się Kenijczyk Ezekiel Omullo (2:11.17). Z Polaków natomiast najszybszy na mecie na PGE Narodowym, z rezultatem 2:13.53, był Yared Shegumo (szóste miejsce), który tym samym zdobył tytuł Mistrza Polski w maratonie mężczyzn.

Poleć ten artykuł znajomym

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.