Maraton nie wybacza błędów

article-thumbnail

O tym, jak wygląda dzień maratończyka i na czym polega przysłowiowa "ściana", rozmawiamy z Arturem Kozłowskim, siedmiokrotnym medalistą mistrzostw Polski w biegach długodystansowych, wielokrotnym reprezentantem naszego kraju w zawodach międzynarodowych, uczestnikiem Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r. oraz zwycięzcą IV edycji ORLEN Warsaw Marathon w 2016 r.

Tomasz Bodył, Wirtualna Polska: Dlaczego bieganie, a nie piłka nożna czy koszykówka?
*Artur Kozłowski: *Piłka nożna też, bo zaczynałem właśnie od niej i grałem w miejscowym klubie Warta Sieradz. Miałem to szczęście, że trafiłem na trenera, który prowadził sekcję lekkoatletyczną, no i jakoś bardziej do mnie przemówiło bieganie, jako sport indywidualny. Jednak tutaj jest tak, że to, co wypracujemy na treningach, odbieramy później na zawodach. W piłce nożnej, czy każdym innym sporcie drużynowym, rezultat zależy od postawy wielu zawodników. W biegach, a zwłaszcza w maratonach, wymierny wynik zależy tylko od tego, co my sami zrobiliśmy na treningu. To sport dla indywidualistów. Tu trzeba być bardzo zmotywowanym, treningi są bardzo ciężkie, nawet sam dystans maratoński jest bardzo trudny do przebiegnięcia. To są miesiące, a nawet lata wyrzeczeń. Żeby uprawiać maraton, trzeba być twardzielem, mieć charakter i samomotywację.

Źródło: A. Kozłowski

Sieradz to dobre miejsce, żeby rozpoczynać karierę sportową?
Jeśli spojrzeć na przekrój naszych biegaczy długodystansowych, to widać, że większość zawodników pochodzi albo ze wsi, albo z małych miejscowości, tak jak ja. Sieradz może nie miał wielu reprezentantów na igrzyskach olimpijskich, ale zawsze mieliśmy świetnych zawodników. A od niedawna mamy tu też świetne zaplecze, bo miasto zainwestowało w stadion, mamy też dobre tereny do biegania, lasy. Gdyby w przyszłości pokazała się jeszcze jakaś "perełka", talent lekkoatletyczny, to spokojnie może w Sieradzu do igrzysk trenować.

*Dlaczego wybrał pan akurat maraton? *
Wynikało to z moich predyspozycji, trener widział we mnie biegacza długodystansowego. Chociaż zaczynałem od biegów średnich: 800 i 1500 m, i to właśnie na takich dystansach na mistrzostwach polski juniorów czy młodzieżowców zdobywałem medale. Z wiekiem poprawiały się moje możliwości motoryczno–wytrzymałościowe i, wraz z trenerem, postanowiliśmy się "wydłużać". To był, jak widać, strzał w dziesiątkę. Zresztą tą drogą idzie bardzo wielu zawodników w Polsce i na świecie, że wraz z wiekiem i naturalnym wzrostem wydolności organizmu, wydłużają dystans, na którym starują. Tak też było u mnie - w naturalny sposób doszedłem do tych 42 kilometrów i chyba już tak zostanie do końca kariery.

Źródło: A. Kozłowski

Startował pan też w biegach przełajowych.
Tak, ale biegi przełajowe to był tylko rodzaj przygotowania do biegów na bieżni, które jednak były najważniejsze. Wielu maratończyków wyszło z biegów przełajowych, które świetnie pokazują charakter człowieka, bo warunki, w jakich się biega, często są naprawdę ekstremalne. Teraz najważniejsze są dla mnie biegi uliczne.

Czy jest pan w stanie sobie wyobrazić, że jeszcze 30-40 lat temu ludzie biegający amatorsko byli uważani za dziwaków?
Ja zaczynałem biegać osiemnaście lat temu to, proszę mi wierzyć, też byłem za takiego uważany. To była końcówka lat 90. ubiegłego wieku i wtedy jeszcze, kiedy biegałem w stroju reprezentacyjnym i czerwonych getrach, zdarzały się nieprzyjemne sytuacje. Studiowałem w Łodzi, często wychodziłem biegać między zajęciami po parku i niejednokrotnie miały miejsce jakieś zaczepki czy złośliwie docinki. Trzeba było mieć dużo samozaparcia, żeby biegać w takich warunkach, i tych, którzy to robili, którym się chciało, trzeba tylko podziwiać.
Teraz to się zmieniło, jesteśmy dwa kroki do przodu. Ludzie, widząc biegacza, zaczynają go dopingować. Ale do Zachodu nam jeszcze trochę brakuje. Byłem ostatnio miesiąc w Stanach Zjednoczonych. Tam, widząc kogoś biegnącego na ulicy, ludzie nawet zatrzymują się i wysiadają z samochodów, pozdrawiają. W USA w ogóle na niebotycznym poziomie jest uprzejmość dla biegacza, otwartość. Ale, powtarzam, u nas też idzie ku dobremu. Przyszła moda z Zachodu i ludzie docenili zalety biegania, stąd ta popularność i masowość. Świat jest bardzo zabiegany i taka godzinka czy pół biegania bardzo odstresowuje. Ja też, jeżeli mam jakiś problem, np. z zakresu informatyki, to idę pobiegać i wtedy przychodzą mi tysiące różnych pomysłów do głowy, jak to rozwiązać.

Jak wygląda typowy dzień maratończyka?
To zależy w jakim okresie jesteśmy. Najważniejsze jest ok. 12 tygodni przed maratonem, kiedy interesuje nas wyłącznie trening, jedzenie i spanie. Rano lekkie śniadanie, np. pół bułki z miodem, i bieg w granicach 20–25 km, nawet 30. Później regeneracja, obiadek, drugi trening i znowu 8-10-12 km.
Cały dzień kręci się wokół tego, żeby jak najlepiej… odpocząć. Bo to też jest bardzo istotne. Nawet nie to, jak ciężko trenowaliśmy, ale w jaki sposób jesteśmy się w stanie zregenerować. Najważniejszy jest odpoczynek, sen i skupienie się wyłącznie na biegu. Ciężki kawałek chleba, ale jak już się w to zaangażujemy, na pewno będą efekty.

*Wiele biegających osób narzeka na monotonię podczas biegu, czasami ludzie się przez to zniechęcają. Panu nie nudzi się podczas treningu? *
Czasami też, nie powiem, że nie… Dlatego staram się to urozmaicać. Pierwsza rzecz, to wybierać sobie jakieś fajne trasy do biegania. Jak mam do przebiegnięcia "trzydziestkę", szukam urozmaiconego krajobrazu, miejsca, gdzie będzie się coś ruszało. Druga rzecz - biorę ze sobą muzykę. Trzecia rzecz to jest towarzystwo. Bardzo fajnie mi się biega z innymi. Niestety, w miejscu gdzie mieszkam nie ma zbyt wiele osób, z którymi mógłbym to robić, ze względu na moje obciążania treningowe i dystanse, które pokonuję. Ale jeśli ktoś ma możliwość pobiegania w grupie, to na pewno to bardzo pomaga i przełamuje tę monotonię.

*Jaki jest dla pana najtrudniejszy moment podczas biegu? *
Takich momentów jest bardzo dużo. Praktycznie podczas każdego maratonu przychodzi ta przysłowiowa "ściana", zazwyczaj około 30 km. To moment, kiedy po prostu odcina wszystkie siły i nie czujemy żadnego milimetra naszego ciała, tylko z automatu biegniemy dalej. Największy kryzys miałem na igrzyskach olimpijskich z powodu klimatu, jaki panuje w Rio de Janerio. Biegło się tam naprawdę bardzo ciężko. Jednak świadomość, że biegnie się z orzełkiem na piersiach spowodowała, że za wszelką cenę chciało się dobiec do mety i to się udało. Na 10 maratonów pamiętam może dwa, kiedy takiej "ściany" nie miałem i nie musiałem się od niej odbijać.

*Jak taką "ścianę" pokonać? *
Po prostu trzeba to przetrwać. Tutaj właśnie wychodzi charakter człowieka. Bardzo często jest tak, że przychodzi 30 km i jest ściana, 31 km - puszcza, 32 km jest super, biegnę do samej mety. Nagle przychodzi 34 km i znowu ściana. Przychodzą takie fale i wtedy zawsze myślę o tym, że zaraz to puści, że jeszcze 20-30 minut cierpienia i będzie po wszystkim. Na pewno jak się wpada na metę, można paść na ziemię, to uczucie, ta euforia rekompensuje cały ból odczuwany podczas biegu.
Maraton jest taki, że nie wybacza żadnych błędów. Najtrudniej się biega w warunkach klimatycznych, które bardzo odbiegają od polskich, takich, w jakich się przygotowujemy. Najlepsza temperatura do biegania to ok. 10 st. C, lekkie zachmurzenie, zero wiatru. Czasem startujemy w jakimś miejscu, gdzie jest 20-30 st. C i już po 15 km odechciewa się biec.

Źródło: A. Kozłowski

A dlaczego akurat biegi uliczne?
Przede wszystkim na ulicach biega się dystanse dłuższe: 10 km, półmaraton, maraton. Taki dystans na stadionie byłby ogromnie monotonny. No i nie dałoby się na nich pomieścić takiej liczby zawodników, bo największe biegi w Polsce przyciągają 10-15 tys. osób. Ale jest też ciekawość zobaczenia trasy. Są one dużo bardziej urozmaicone, nawet pod kątem turystycznym czy historycznym, bo też coraz popularniejsze są biegi dla uczczenia różnych wydarzeń historycznych: Powstania Warszawskiego czy Konstytucji 3 Maja. Organizatorzy dbają, żeby takie biegi były jak najbardziej atrakcyjne i przyciągały jak największą liczbę biegaczy. Mam nadzieję, że kierowcy są nam w stanie wybaczyć taką jedną niedzielę, raz na jakiś czas…

Bieganie maratonów to hobby czy zawód?
Trudne pytanie. W Polsce bardzo trudno jest z tego wyżyć. Ja mam to szczęście, że od wielu lat pomaga mi firma Sanprobi. Prowadzę też swoją firmę informatyczną i tak naprawę bardzo dużo w niej pracuję, równolegle do biegania. Więc nie jest tak, że żyję tylko z biegania. Na Zachodzie bardzo dbają o swoich zawodników. W Polsce też się dba o zawodników, ale tych… którzy przejeżdżają z zagranicy, a niekoniecznie o swoich. Ja akurat nie mam prawa do narzekania, ale podsumowując – łatwo nie jest.

Czy drugi raz również wybrałby pan bieganie jako sposób na życie?
Kilka razy już się w życiu nad tym zastanawiałem… Wydaje mi się, że tak. Jednak występ na Igrzyskach Olimpijskich to niesamowite przeżycie, które rekompensuje wszystkie trudy i wyrzeczenia. Myślę, że tak, że jeszcze raz zdecydowałbym się a bieganie.

*Co zrobić, żeby być dobrym maratończykiem? *
Na pewno dużo trenować. Przede wszystkim konieczna jest cierpliwość, żeby dojść do wyników. Wytrzymałość buduje się latami. Czasem ludzie po kilku miesiącach treningu chcą już przebiec maraton z jakimś super wynikiem. Niestety, takie rzeczy się nie udają i trzeba to robić malutkimi kroczkami, przejść cały system szkoleniowy, swoje przecierpieć na treningach. U mnie to trwało latami, dziś mam 33 lata i tak naprawdę zaczyna się najlepszy okres dla maratończyka. Organizm nie zapomina tych 6-7 tys. kilometrów, które pokonuje co roku, i mam nadzieję, że teraz będę zbierał tego owoce.

Źródło: A. Kozłowski

Za 30-lat będzie pan jeszcze startował w maratonach?
Przypuszczam, że tak, ale już tylko dla przyjemności. Tak naprawdę mam swój drugi świat, ten informatyczny, który jest lekką odskocznią od biegania, a biegi - odskocznią od firmy. Ale bieganie polecam wszystkim, jako sposób na odłączenie się od monotonii życia. Wyznaczenie sobie takiego celu na jakiś okres czasu, żeby się sprawdzić na dystansie 10 km, półmaratonu czy maratonu… Na pewno nikt nie będzie tego żałował.

*Rozmawiał: Tomasz Bodył *

Poleć ten artykuł znajomym

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.